It was a gloomy rainy day. Crowds of people would pass the streets made of bricks being not even slightly conscious of what might happen within the next several hours. John and Steve have been preparing the greatest bank robbery for long enough to have decided it was high time to translate words into action. Although they thought their plan was pretty good, one can never tell the future and assume that nothing shall go wrong.
The plan was really simple but it was perfect in this simplicity. John was responsible for only one thing during the action - to drive the van and pick up Steve after the successful robbery so that they both were able to escape. What Steve was to perform was much more complicated. The first thing was to prepare a good disguise preferably such that would enable remaining unrecognised even if being recorded by a camera. He had to organise a gun and lots of paper bags to hide the spoils. Everything was planned even the place where to go after the robbery to hide the money they stole for some time till the whole thing dies down.
There was however one thing they both did not take too much care of. The exact moment of stealing was hardly mentioned in their talks. They decided to take a pot luck as far as it was concerned because they were concerned to succeed in stealing the money without a plan of how to take it from safes. The day of the robbery came. Just as planned John drove the van near the bank and Steve left it dressed in black with a balaclava-clad covering his head. He entered the bank holding the gun in front of him and screaming 'Hands up! Give me the money or I’ll shoot you!'. Suddenly a handful of policemen appeared from nowhere - 'Drop your weapon and raise your hands! Police!'. A little bit confused, Steve laid his pistol on the floor and lifted his hands in the air with his veins full of adrenaline pumping blood with a breathtaking speed.
He could not believe what happened. 'How did they know' - was he thinking. The moment he heard a loud screech of tires everything became clear - 'I was betrayed! I will get him!'.
T był ponury, deszczowy dzień.
Ucz się angielskiego
niedziela, 7 czerwca 2015
A child of famous parents - to be a child of a celebrity: advantages and disadvantages - Dziecko sławnych rodziców - być dzieckiem celebryty: zalety i wady
Celebrities. We all know them. Some of them have children. Has anyone ever wondered what it's like to be a child of Angelina Jolie or Johnny Depp? Is it comfortable?
To start with, these children can have whatever they want. Everyone has dreamed to go to Disneyland; they can have it twice a week. Newest doll that speaks, cries and pees is no problem at all. Later on, when they start to grow up, the best and most expensive clothes are just a step away. Furthermore, they may be treated better if their parents choose to send them to a public school. What is more, these children have better chances for education. Their parents will pay for any additional classes like horse riding, foreign languages, singing, dancing or even fencing. Then they will have the best universities in the world paid for if only they want to attend it.
However, being a child of a celebrity may mean loneliness. No one wants their child to get lost and stars keep a good eye on their precious children. This way they cannot meet as many peers as ordinary kids can. In addition, such children have limited privacy due to omnipresent paparazzi. Additionally, giving a kid whatever in the whole wide world they want is a straight way to spoiling them. Also, having the possibility to get a good education does not necessarily mean they will use it. They might simply think that they don't need it since they have the money and they can spend the time pleasurably instead of working hard.
All in all, being a child of a famous person has both advantages and disadvantages. Nonetheless, in my opinion, no arguments outweigh the others and the matter of how the child feels depends on the parents.
Gwiazdy. Wszyscy je znamy. Niektóre z nich mają dzieci. Czy ktoś kiedyś zastanawiał się, jak to jest być dzieckiem Angeliny Jole albo Johnny'ego Deppa? Czy to jest komfortowe?
Po pierwsze, te dzieciaki mogą mieć, co tylko chcą. Każdy marzył kiedyś o wyjeździe do Disneylandu; one mogą być tam dwa razy w tygodniu. Najnowsza lalka, która mówi, płacze i sika to żaden problem. Później, gdy zaczną dorastać, najlepsze i najdroższe ciuchy są na wyciągnięcie ręki. Co więcej, mogą być one lepiej traktowane w szkole, jeśli rodzice zdecydują się na publiczną szkołę. Ponadto, te dzieci mają lepszą szansę na dobre wykształcenie. Rodzice zapłacą im za każde dodatkowe zajęcia, takie jak jazda konna, języki, śpiew, tańce czy nawet szermierka. Później będą miały zapłacone za najlepszy uniwersytet, jeśli tylko będą chciały.
Jednakże bycie dzieckiem sławnej osoby może oznaczać samotność. Nikt nie chce zgubić dziecka, a gwiazdy strzegą swych dzieci jak oka w głowie. W ten sposób nie mogą one poznać tylu rówieśników, co normalne dzieci. W dodatku takie dzieci mają ograniczoną prywatność z racji wszędobylskich paparazzi. Dodatkowo, dawanie dzieciom wszystkiego, co zechcą, jest prostą drogą do tego, by je zepsuć. Także posiadanie możliwości zdobycia dobrej edukacji niekoniecznie znaczy, że z tej okazji skorzystają. Mogą zwyczajnie pomyśleć, że skoro mają pieniądze, to mogą spędzać czas przyjemniej niż na ciężkiej pracy.
Podsumowując, bycie dzieckiem gwiazdy ma zarówno zalety i wady. Niemniej, w mojej opinii, żadne argumenty nie przeważają, a kwestia, jak się takie dziecko czuje, zależy od rodziców.
To start with, these children can have whatever they want. Everyone has dreamed to go to Disneyland; they can have it twice a week. Newest doll that speaks, cries and pees is no problem at all. Later on, when they start to grow up, the best and most expensive clothes are just a step away. Furthermore, they may be treated better if their parents choose to send them to a public school. What is more, these children have better chances for education. Their parents will pay for any additional classes like horse riding, foreign languages, singing, dancing or even fencing. Then they will have the best universities in the world paid for if only they want to attend it.
However, being a child of a celebrity may mean loneliness. No one wants their child to get lost and stars keep a good eye on their precious children. This way they cannot meet as many peers as ordinary kids can. In addition, such children have limited privacy due to omnipresent paparazzi. Additionally, giving a kid whatever in the whole wide world they want is a straight way to spoiling them. Also, having the possibility to get a good education does not necessarily mean they will use it. They might simply think that they don't need it since they have the money and they can spend the time pleasurably instead of working hard.
All in all, being a child of a famous person has both advantages and disadvantages. Nonetheless, in my opinion, no arguments outweigh the others and the matter of how the child feels depends on the parents.
Gwiazdy. Wszyscy je znamy. Niektóre z nich mają dzieci. Czy ktoś kiedyś zastanawiał się, jak to jest być dzieckiem Angeliny Jole albo Johnny'ego Deppa? Czy to jest komfortowe?
Po pierwsze, te dzieciaki mogą mieć, co tylko chcą. Każdy marzył kiedyś o wyjeździe do Disneylandu; one mogą być tam dwa razy w tygodniu. Najnowsza lalka, która mówi, płacze i sika to żaden problem. Później, gdy zaczną dorastać, najlepsze i najdroższe ciuchy są na wyciągnięcie ręki. Co więcej, mogą być one lepiej traktowane w szkole, jeśli rodzice zdecydują się na publiczną szkołę. Ponadto, te dzieci mają lepszą szansę na dobre wykształcenie. Rodzice zapłacą im za każde dodatkowe zajęcia, takie jak jazda konna, języki, śpiew, tańce czy nawet szermierka. Później będą miały zapłacone za najlepszy uniwersytet, jeśli tylko będą chciały.
Jednakże bycie dzieckiem sławnej osoby może oznaczać samotność. Nikt nie chce zgubić dziecka, a gwiazdy strzegą swych dzieci jak oka w głowie. W ten sposób nie mogą one poznać tylu rówieśników, co normalne dzieci. W dodatku takie dzieci mają ograniczoną prywatność z racji wszędobylskich paparazzi. Dodatkowo, dawanie dzieciom wszystkiego, co zechcą, jest prostą drogą do tego, by je zepsuć. Także posiadanie możliwości zdobycia dobrej edukacji niekoniecznie znaczy, że z tej okazji skorzystają. Mogą zwyczajnie pomyśleć, że skoro mają pieniądze, to mogą spędzać czas przyjemniej niż na ciężkiej pracy.
Podsumowując, bycie dzieckiem gwiazdy ma zarówno zalety i wady. Niemniej, w mojej opinii, żadne argumenty nie przeważają, a kwestia, jak się takie dziecko czuje, zależy od rodziców.
'My home is my castle' - an essay - „Mój dom jest moją twierdzą” - esej
The English have a saying: 'My home is my castle'. And they are right. But what does it mean and what consequences it has? Let's have a look.
To start with, let's focus on the meaning of that sentence. To me it stands for my home being a place I know is safe, warm and I can always go back there and no one will make me leave. It is the place I can hide in from all my troubles and sad events to feel peace of mind. It is the place my deepest secrets can stay uncovered by the world outside.
It may be the most boringly usual place in the world to everybody else but to me it's the center of my life. It's not only the place I come back from school to. If I have a bad day, I just close my door, turn on some music and relax. It's the place I can walk dressed in a tracking suit and nobody will notice. I can sing as bad as only I can and no one will laugh. It's my refuge, where I can truly be myself. My home is also a place I can spend wonderful time with my family and get help if I have any troubles. It is like a perfect hide-out.
To sum up, my home is my castle, my well guarded place in the world. It is the sanctuary of my privacy no one dares to intrude and violate.
Anglicy mają powiedzenie: „Mój dom to moja twierdza”. I mają rację. Ale co to znaczy i jakie ma to konsekwencje? Przyjrzyjmy się.
By zacząć, skupmy się na znaczeniu tego zdania. Dla mnie znaczy to, że mój dom jest miejscem bezpiecznym, ciepłym i zawsze mogę tam wrócić, a nikt mnie nie wyrzuci. Jest to miejsce, gdzie mogę schować się przed swoimi problemami i przykrymi zdarzeniami, by odczuć spokój duszy. Jest to miejsce, gdzie moje największe sekrety mogą zostać nieodkryte przez otaczający świat.
Może to być najbardziej nudnie zwyczajne miejsce na świecie dla kogokolwiek innego, ale dla mnie jest to środek mojego życia. Nie jest to tylko miejsce, do którego wracam po szkole. Jeśli mam zły dzień, po prostu zamykam drzwi, włączam muzykę i relaksuję się. Jest to miejsce, gdzie mogę cały dzień chodzić w dresie i nikt nie zauważy. Mogę śpiewać fałszując najgorzej, jak umiem i nikt mnie nie wyśmieje. To mój azyl, gdzie mogę być naprawdę sobą. Mój dom to też miejsce, gdzie spędzam cudowny czas ze swoją rodziną i mogę otrzymać pomoc, jeśli jestem w kłopotach. To idealne miejsce, by się schować.
Podsumowując, mój dom to moja twierdza, moje dobrze strzeżone miejsce na świecie. Jest to sanktuarium mojej prywatności, którego nikt nie ma czelności naruszać i niszczyć.
To start with, let's focus on the meaning of that sentence. To me it stands for my home being a place I know is safe, warm and I can always go back there and no one will make me leave. It is the place I can hide in from all my troubles and sad events to feel peace of mind. It is the place my deepest secrets can stay uncovered by the world outside.
It may be the most boringly usual place in the world to everybody else but to me it's the center of my life. It's not only the place I come back from school to. If I have a bad day, I just close my door, turn on some music and relax. It's the place I can walk dressed in a tracking suit and nobody will notice. I can sing as bad as only I can and no one will laugh. It's my refuge, where I can truly be myself. My home is also a place I can spend wonderful time with my family and get help if I have any troubles. It is like a perfect hide-out.
To sum up, my home is my castle, my well guarded place in the world. It is the sanctuary of my privacy no one dares to intrude and violate.
Anglicy mają powiedzenie: „Mój dom to moja twierdza”. I mają rację. Ale co to znaczy i jakie ma to konsekwencje? Przyjrzyjmy się.
By zacząć, skupmy się na znaczeniu tego zdania. Dla mnie znaczy to, że mój dom jest miejscem bezpiecznym, ciepłym i zawsze mogę tam wrócić, a nikt mnie nie wyrzuci. Jest to miejsce, gdzie mogę schować się przed swoimi problemami i przykrymi zdarzeniami, by odczuć spokój duszy. Jest to miejsce, gdzie moje największe sekrety mogą zostać nieodkryte przez otaczający świat.
Może to być najbardziej nudnie zwyczajne miejsce na świecie dla kogokolwiek innego, ale dla mnie jest to środek mojego życia. Nie jest to tylko miejsce, do którego wracam po szkole. Jeśli mam zły dzień, po prostu zamykam drzwi, włączam muzykę i relaksuję się. Jest to miejsce, gdzie mogę cały dzień chodzić w dresie i nikt nie zauważy. Mogę śpiewać fałszując najgorzej, jak umiem i nikt mnie nie wyśmieje. To mój azyl, gdzie mogę być naprawdę sobą. Mój dom to też miejsce, gdzie spędzam cudowny czas ze swoją rodziną i mogę otrzymać pomoc, jeśli jestem w kłopotach. To idealne miejsce, by się schować.
Podsumowując, mój dom to moja twierdza, moje dobrze strzeżone miejsce na świecie. Jest to sanktuarium mojej prywatności, którego nikt nie ma czelności naruszać i niszczyć.
'Lost friendship' - a short story - „Przyjaźń stracona” - krótkie opowiadanie
One day two girls, Annie, aged 7, and Wendy, aged 8, were playing together at Wendy’s house. The girls were two best friends and spent all the time together drawing, singing, dancing and doing other things that little girls do. They were inseparable.
They have just finished drawing each other’s portraits and were thinking about other things to do for fun.
- I know! – said Annie. – I think our dolls need some new clothes.
- How are we going to make them new clothes? – asked Wendy.
- With this – answered Annie, opening a drawer and taking out a pair of scissors.
- Awesome! – shouted Wendy with a big smile on her face.
The girls started tampering with their dolls’ dresses. Wendy has shortened her doll’s dress in half, so now it was wearing a miniskirt. Annie has changed her doll’s blouse into a t-shirt.
- They look nice – said Wendy. – But you know what? They need some new haircuts too!
The girls got to work. Soon the dolls had new – and original – haircuts. Then Annie got another idea.
- You should have your hair cut too! – she said laughing and walking towards her friend with shiny scissors in her hand.
- Are you crazy?
– asked Wendy.
- Yes I am! – answered Annie, and started chasing Wendy.
The girls were running around and screaming so loud, that Wendy’s black cat Togo, who was sleeping in an armchair, looked at them with disdain, got up, and left the room. Oh, no! Annie tripped! Falling on the floor she pushed a big green vase that was standing there. The vase broke into hundreds of pieces.
Annie’s father came into the room to see what all that noise was about. He saw the girls standing by what used to be the vase with a look of terror on their faces.
- What is going on in here?! – he asked.
- It’s Wendy! Wendy broke the vase – said Annie.
- Wendy! I think you and me have to talk! – said the girl’s father angrily. – And you, Annie, had better go home. Goodbye.
Wendy was so shocked, she couldn’t say anything in her defence. She just gave Annie a long look. Annie knew that this was the end of their friendship.
Tłumaczenie:
Pewnego dnia dwie dziewczynki, siedmioletnia Annie i ośmioletnia Wendy, bawiły się razem w domu Wendy. Dziewczynki były najlepszymi przyjaciółkami i spędzały razem całe dnie rysując, śpiewając, tańcząc i robiąc inne rzeczy, które robią małe dziewczynki. Były nie do rozdzielenia.
Właśnie skończyły rysować swoje portrety i myślały nad tym, co mogłyby jeszcze zrobić dla zabawy.
- Wiem! – powiedziała Annie. – Myślę, że nasze lalki potrzebują nowych ubrań.
- Jak zrobimy im nowe ubrania? – zapytała Wendy.
- Tym – odpowiedziała Annie, otwierając szufladę i wyciągając z niej nożyczki.
- Super! – wykrzyknęła Wendy z wielkim uśmiechem na twarzy.
Dziewczynki zaczęły majstrować przy sukienkach swoich lalek. Wendy skróciła sukienkę swojej lalki o połowę, i teraz nosiła ona minispódniczkę. Annie zmieniła bluzkę swojej lalki w t-shirt.
- Wyglądają ładnie – powiedziała Wendy. – Ale wiesz co? Potrzebują nowych fryzur!
Dziewczynki zabrały się do pracy. Wkrótce lalki miały nowe – i oryginalne – uczesania. Wtedy Annie wpadła na kolejny pomysł.
- Ty też powinnaś obciąć włosy! – powiedziała śmiejąc się i idąc w kierunku swojej przyjaciółki z błyszczącymi nożyczkami w ręce.
- Zwariowałaś? – zapytała Wendy.
- Tak! – odpowiedziała Annie i zaczęła gonić Wendy.
Dziewczynki biegały dookoła pokoju krzycząc tak głośno, że Togo, czarny kot Wendy, który spał na fotelu, spojrzał na nie z pogardą, wstał i wyszedł z pokoju. O nie! Annie się potknęła! Spadając na podłogę, popchnęła stojący tam duży zielony wazon. Wazon rozbił się na setki kawałków.
Ojciec Annie wszedł do pokoju, by zobaczyć skąd ten hałas. Ujrzał dziewczynki stojące przy czymś, co kiedyś było wazonem, z przerażeniem na twarzach.
- Co się tutaj dzieje?! – zapytał.
- To Wendy! Wendy zbiła wazon! – powiedziała Annie.
- Wendy! Myślę, że musimy porozmawiać! – powiedział gniewnie ojciec dziewczynki. – A ty, Annie, idź lepiej do domu. Do widzenia.
Wendy była w takim szoku, że nie była w stanie powiedzieć nic na swoją obronę. Spojrzała tylko znacząco na Annie. Annie wiedziała, że to koniec ich przyjaźni.
They have just finished drawing each other’s portraits and were thinking about other things to do for fun.
- I know! – said Annie. – I think our dolls need some new clothes.
- How are we going to make them new clothes? – asked Wendy.
- With this – answered Annie, opening a drawer and taking out a pair of scissors.
- Awesome! – shouted Wendy with a big smile on her face.
The girls started tampering with their dolls’ dresses. Wendy has shortened her doll’s dress in half, so now it was wearing a miniskirt. Annie has changed her doll’s blouse into a t-shirt.
- They look nice – said Wendy. – But you know what? They need some new haircuts too!
The girls got to work. Soon the dolls had new – and original – haircuts. Then Annie got another idea.
- You should have your hair cut too! – she said laughing and walking towards her friend with shiny scissors in her hand.
- Are you crazy?
– asked Wendy.
- Yes I am! – answered Annie, and started chasing Wendy.
The girls were running around and screaming so loud, that Wendy’s black cat Togo, who was sleeping in an armchair, looked at them with disdain, got up, and left the room. Oh, no! Annie tripped! Falling on the floor she pushed a big green vase that was standing there. The vase broke into hundreds of pieces.
Annie’s father came into the room to see what all that noise was about. He saw the girls standing by what used to be the vase with a look of terror on their faces.
- What is going on in here?! – he asked.
- It’s Wendy! Wendy broke the vase – said Annie.
- Wendy! I think you and me have to talk! – said the girl’s father angrily. – And you, Annie, had better go home. Goodbye.
Wendy was so shocked, she couldn’t say anything in her defence. She just gave Annie a long look. Annie knew that this was the end of their friendship.
Tłumaczenie:
Pewnego dnia dwie dziewczynki, siedmioletnia Annie i ośmioletnia Wendy, bawiły się razem w domu Wendy. Dziewczynki były najlepszymi przyjaciółkami i spędzały razem całe dnie rysując, śpiewając, tańcząc i robiąc inne rzeczy, które robią małe dziewczynki. Były nie do rozdzielenia.
Właśnie skończyły rysować swoje portrety i myślały nad tym, co mogłyby jeszcze zrobić dla zabawy.
- Wiem! – powiedziała Annie. – Myślę, że nasze lalki potrzebują nowych ubrań.
- Jak zrobimy im nowe ubrania? – zapytała Wendy.
- Tym – odpowiedziała Annie, otwierając szufladę i wyciągając z niej nożyczki.
- Super! – wykrzyknęła Wendy z wielkim uśmiechem na twarzy.
Dziewczynki zaczęły majstrować przy sukienkach swoich lalek. Wendy skróciła sukienkę swojej lalki o połowę, i teraz nosiła ona minispódniczkę. Annie zmieniła bluzkę swojej lalki w t-shirt.
- Wyglądają ładnie – powiedziała Wendy. – Ale wiesz co? Potrzebują nowych fryzur!
Dziewczynki zabrały się do pracy. Wkrótce lalki miały nowe – i oryginalne – uczesania. Wtedy Annie wpadła na kolejny pomysł.
- Ty też powinnaś obciąć włosy! – powiedziała śmiejąc się i idąc w kierunku swojej przyjaciółki z błyszczącymi nożyczkami w ręce.
- Zwariowałaś? – zapytała Wendy.
- Tak! – odpowiedziała Annie i zaczęła gonić Wendy.
Dziewczynki biegały dookoła pokoju krzycząc tak głośno, że Togo, czarny kot Wendy, który spał na fotelu, spojrzał na nie z pogardą, wstał i wyszedł z pokoju. O nie! Annie się potknęła! Spadając na podłogę, popchnęła stojący tam duży zielony wazon. Wazon rozbił się na setki kawałków.
Ojciec Annie wszedł do pokoju, by zobaczyć skąd ten hałas. Ujrzał dziewczynki stojące przy czymś, co kiedyś było wazonem, z przerażeniem na twarzach.
- Co się tutaj dzieje?! – zapytał.
- To Wendy! Wendy zbiła wazon! – powiedziała Annie.
- Wendy! Myślę, że musimy porozmawiać! – powiedział gniewnie ojciec dziewczynki. – A ty, Annie, idź lepiej do domu. Do widzenia.
Wendy była w takim szoku, że nie była w stanie powiedzieć nic na swoją obronę. Spojrzała tylko znacząco na Annie. Annie wiedziała, że to koniec ich przyjaźni.
'A job should mean a job for life'. Do you agree or disagree? (opinion) - Praca powinna być pracą na całe życie. Zgadzasz się czy też nie? (opinia)
Some people ask: 'Does the job for life still exist?'. I think it does. However more and more employees consider a career change. Recent researches prove that in the United States 1 out of 5 people changes job every year, although in some countries the amount is much higher. So does a job should mean a job for life? In my opinion, everything is up to you and your destiny and circumstances.
Oriana Fallaci – an Italian journalist and a writer – once said: 'Glory is a heavy burden, a murdering poison, and to bear it is an art. And to have that art is rare'. It is beyond any doubt that if you are an artist, you will always be one. I do believe in fate. This is why I think that people like artists, doctors, teacers, policemen or firemen are just meant to do what they do.
On the other hand, it is absolutely fine to change a job (but not necessarily a career) once or twice in life. It is not only a matter of money or getting (not getting) a promotion. It happen that sometimes you just need a change in your life in order to become a happier person. There's nothing wrong with self-development. It always seems right to get some new experiences and to meet new friends. Still - do not exaggerate! Do never change horses in midstream!
James Joyce once said: 'A man of genius makes no mistakes; his errors are volitional and are the portals of discovery'. I completely agree with him. Nevertheless, most of us are not 'the men of genius' and we tend to make mistakes in our lives. It is obvious that the first job doesn’t have to be the last one. Especially nowadays when even most of the teenagers have a job, you can’t do the same for the rest of your life. It takes time to find your way and to achieve your goals. I truly believe that each and every one of us is good at something – it doesn't matter if it's cooking, climbing or writing. It may sound weird but for me it seems natural to keep looking for one's destiny.
Obviously, I am aware of the reality and I try to use all the chances that life has to offer. My biggest dream is to do what I love to do and be the best in it and I guess that everyone would like to get a 'job for life'; even though sometimes it takes time to find out who you are meant to be. However it is important not to give up and always be enthusiastic. After all, it is never too late to mend one's ways.
Tłumaczenie:
Niektórzy pytają: „Czy istnieje jeszcze coś takiego jak praca na całe życie?”. Ja myślę, że tak. Jednak coraz więcej pracowników bierze pod uwagę zmianę kariery. Ostatnie badania pokazują, że w Stanach Zjednoczonych 1 na 5 badanych zmienia pracę każdego roku, w innych krajach ta liczba jest jeszcze wyższa. Zatem - czy praca powinna być pracą na całe życie? Moim zdaniem wszystko zależy od ciebie, twojego przeznaczenia i okoliczności.
Oriana Fallaci – włoska dziennikarka i pisarka – powiedziała kiedyś: „Chwała to ciężkie brzemię, śmiertelna trucizna i dźwiganie tej chwały to jest właśnie sztuka. Posiadać ją to naprawdę rzadkość”. Nie ulega wątpliwości, że jeśli jesteś artystą, będziesz już nim na zawsze. Wierzę w przeznaczanie i dlatego uważam, że ludzie tacy jak artyści, lekarze, nauczyciele, policjanci czy strażacy są po prostu stworzeni do tego, co robią.
Z drugiej strony, to zupełnie w porządku zmienić pracę (choć nie koniecznie karierę) raz czy dwa razy w życiu. To nawet nie jest kwestia pieniędzy czy otrzymania awansu (niemożności otrzymania awansu). Czasem potrzebne są zmiany w życiu, by poczuć się szczęśliwszym. Nie widzę nic złego w samorozwoju. Zawsze dobrze jest zdobyć nowe doświadczenia i poznać nowych ludzi. Jednak - co za dużo to nie zdrowo!
„Geniusz się nie myli, wszystkie jego błędy są zamierzone i stanowią bramę do nowych odkryć” - powiedział James Joyce i w zupełności się z nim zgadzam. Mimo to większość z nas do geniuszy się nie zalicza, więc zdarzają nam się w życiu omyłki. Oczywistym wydaje się więc fakt, że pierwsza praca z reguły nie jest tą ostatnią. Zwłaszcza obecnie, kiedy pracować zaczynają już nastolatki, trudno jest zajmować się tym samym przez całe życie. Odnalezienie własnej drogi i osiągnięcia celów życiowych wymaga czasu. Ja jednak naprawdę wierzę, ze każdy z nas jest w czymś dobry – to bez znaczenia, czy jest to gotowanie, wspinaczka czy pisanie.
Może zabrzmi to dziwnie, ale dla mnie zupełnie naturalnym jest poszukiwanie własnego przeznaczenia. Oczywiście, jestem świadoma rzeczywistości i staram się wykorzystywać wszystkie szanse, jakie daje mi życie. Moim największym marzeniem jest robić w życiu to, co kocham najbardziej i być w tym jak najlepsza i przypuszczam, że każdy chciałby znaleźć swoją „pracę życia”. Mimo iż czasem odpowiedź na pytanie, „kim powinienem być”, nie przychodzi od razu, warto czekać i się nie poddawać. W końcu - na poprawę nigdy nie jest za późno.
Oriana Fallaci – an Italian journalist and a writer – once said: 'Glory is a heavy burden, a murdering poison, and to bear it is an art. And to have that art is rare'. It is beyond any doubt that if you are an artist, you will always be one. I do believe in fate. This is why I think that people like artists, doctors, teacers, policemen or firemen are just meant to do what they do.
On the other hand, it is absolutely fine to change a job (but not necessarily a career) once or twice in life. It is not only a matter of money or getting (not getting) a promotion. It happen that sometimes you just need a change in your life in order to become a happier person. There's nothing wrong with self-development. It always seems right to get some new experiences and to meet new friends. Still - do not exaggerate! Do never change horses in midstream!
James Joyce once said: 'A man of genius makes no mistakes; his errors are volitional and are the portals of discovery'. I completely agree with him. Nevertheless, most of us are not 'the men of genius' and we tend to make mistakes in our lives. It is obvious that the first job doesn’t have to be the last one. Especially nowadays when even most of the teenagers have a job, you can’t do the same for the rest of your life. It takes time to find your way and to achieve your goals. I truly believe that each and every one of us is good at something – it doesn't matter if it's cooking, climbing or writing. It may sound weird but for me it seems natural to keep looking for one's destiny.
Obviously, I am aware of the reality and I try to use all the chances that life has to offer. My biggest dream is to do what I love to do and be the best in it and I guess that everyone would like to get a 'job for life'; even though sometimes it takes time to find out who you are meant to be. However it is important not to give up and always be enthusiastic. After all, it is never too late to mend one's ways.
Tłumaczenie:
Niektórzy pytają: „Czy istnieje jeszcze coś takiego jak praca na całe życie?”. Ja myślę, że tak. Jednak coraz więcej pracowników bierze pod uwagę zmianę kariery. Ostatnie badania pokazują, że w Stanach Zjednoczonych 1 na 5 badanych zmienia pracę każdego roku, w innych krajach ta liczba jest jeszcze wyższa. Zatem - czy praca powinna być pracą na całe życie? Moim zdaniem wszystko zależy od ciebie, twojego przeznaczenia i okoliczności.
Oriana Fallaci – włoska dziennikarka i pisarka – powiedziała kiedyś: „Chwała to ciężkie brzemię, śmiertelna trucizna i dźwiganie tej chwały to jest właśnie sztuka. Posiadać ją to naprawdę rzadkość”. Nie ulega wątpliwości, że jeśli jesteś artystą, będziesz już nim na zawsze. Wierzę w przeznaczanie i dlatego uważam, że ludzie tacy jak artyści, lekarze, nauczyciele, policjanci czy strażacy są po prostu stworzeni do tego, co robią.
Z drugiej strony, to zupełnie w porządku zmienić pracę (choć nie koniecznie karierę) raz czy dwa razy w życiu. To nawet nie jest kwestia pieniędzy czy otrzymania awansu (niemożności otrzymania awansu). Czasem potrzebne są zmiany w życiu, by poczuć się szczęśliwszym. Nie widzę nic złego w samorozwoju. Zawsze dobrze jest zdobyć nowe doświadczenia i poznać nowych ludzi. Jednak - co za dużo to nie zdrowo!
„Geniusz się nie myli, wszystkie jego błędy są zamierzone i stanowią bramę do nowych odkryć” - powiedział James Joyce i w zupełności się z nim zgadzam. Mimo to większość z nas do geniuszy się nie zalicza, więc zdarzają nam się w życiu omyłki. Oczywistym wydaje się więc fakt, że pierwsza praca z reguły nie jest tą ostatnią. Zwłaszcza obecnie, kiedy pracować zaczynają już nastolatki, trudno jest zajmować się tym samym przez całe życie. Odnalezienie własnej drogi i osiągnięcia celów życiowych wymaga czasu. Ja jednak naprawdę wierzę, ze każdy z nas jest w czymś dobry – to bez znaczenia, czy jest to gotowanie, wspinaczka czy pisanie.
Może zabrzmi to dziwnie, ale dla mnie zupełnie naturalnym jest poszukiwanie własnego przeznaczenia. Oczywiście, jestem świadoma rzeczywistości i staram się wykorzystywać wszystkie szanse, jakie daje mi życie. Moim największym marzeniem jest robić w życiu to, co kocham najbardziej i być w tym jak najlepsza i przypuszczam, że każdy chciałby znaleźć swoją „pracę życia”. Mimo iż czasem odpowiedź na pytanie, „kim powinienem być”, nie przychodzi od razu, warto czekać i się nie poddawać. W końcu - na poprawę nigdy nie jest za późno.
'When one door closes, another one opens' - a story - „Kiedy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno” - opowiadanie
Once upon a time, there was a prince called John. He lived with his father and younger brother Sam in a huge castle. John was a really shy person. As a child, he used to walk alone in the forest. He loved to play outside and enjoyed the silence. He could spend hours looking at trees and admiring the beauty of the nature. John dreamed that one day when he will become a king, he will build his own castle in the middle of the forest. Then he would be able to enjoy the birds singing every morning.
His brother wasn’t the spitting image of John. Sam was talkative and had a lot of friends. Brothers didn’t even look alike.
One day, twenty-year-old John came to his father and announced proudly:
'Father, I am going to marry soon'
King shook his head sadly:
'It is not the right time, my son. You are not ready for it'.
John looked deeply in king’s eyes and said:
'Father, I truly love her. This is stronger than me'.
John’s fiancée was just a poor girl who lived in one of the farmers’ villages. Her house was situated in a beautiful valley, high in the mountains. John had met her on one of his trips. Unfortunately, king didn’t like the idea of marriage. John was trying to convince him while suddenly Sam got into picture:
'Excuse me, father. May I suggest something?'.
King didn’t reply but Sam continued:
'I tried to be calm, but this is more than I can stand'.
His scary gaze met John’s blue eyes:
'Look at him!' - he said pointing at his brother. - 'It is not just a matter of being weak and helpless. He wants to marry farmer’s daughter. I think this is too much to ask from you, isn’t it? One day you will pass away and he won't be fitted to take your place, he has proved it. It would be a great shame for the entire kingdom to have someone like John as a king!'.
John did not say anything. After all, his brother had a right to get at him. John knew that Sam would do anything to become a king.
Father was confused. He took his time to make a final decision. Few days later King called for John and Sam to come to his room:
'You are my only children. I wish both of you would be happy and successful in life'. 'John' - said king. - 'If you really love this woman, go and marry her, but promise me you will never come back. You need to make your own choice' - he whispered sorrowfully.
'Son' - he looked at Sam - 'You are a good fighter and I know I can trust you. You are going to be a wise king. Promise me that you will take care of the kingdom and you will never let me down'.
John did not have to think twice. Although he was really sad – he has lost his hope to become a king of the forest. He thought his chance is lost forever, but he was wrong. He left the castle and went to his fiancée. Her name was Mariette. When he saw her, his doubt and worries disappeared.
The day after wedding, Mariette asked John to go to the place where they had met for a first time. Naturally, he agreed. On their way, John suddenly got tired and felt asleep. Some time later he woke up under a huge tree. He was alone.
'John' - said a voice coming out of the tree - 'You have made a right choice. From now on, you do not need to worry about anything. You are the king of the forest. I will give you all you need. Forest will feed your family and will give you a place to live. You deserve it” - said the voice. Then shape and colours started to fade away'.
Out of the blue, Mariette appeared.
'John, my darling, are you all right?' - she asked anxiously - 'Is everything fine?'.
'Yes, my dear' - said John but he hardly heard himself. He was confused.
After few miles of walking they reached the destination but instead of a meadow there was a wonderful castle full of life and flowers.
'Oh my God, John! You did not tell me there's such a pretty garden!' - Mariette kissed John passionately.
'My dear, I told you – one day I’m going to be a king and you are going to be my queen. So welcome to our kingdom' - he smiled.
She fell into his arms and they lived happily ever after
Tłumaczenie:
Dawno, dawno temu był książę, który nazywał się John. W ogromnym zamku mieszkał razem z ojcem i młodszym bratem - Samem. John był bardzo nieśmiałą osobą. Jako dziecko, chodził sam po lesie. Uwielbiał bawić się w samotności i cieszyć się ciszą. Mógł godzinami patrzyć na drzewa i podziwiać łono natury. John marzył, że pewnego dnia, gdy zostanie królem, będzie budował swój zamek w środku lasu. Wtedy mógłby cieszyć się śpiewem ptaków każdego ranka.
Sam, nie był taki sam, jak jego brat John. Był rozmowny i miał wielu przyjaciół. Oni nawet z wyglądu nie byli podobni.
Pewnego dnia, 20-letni John przyszedł do ojca i ogłosił z dumą:
"Ojcze, mam zamiar wyjść za mąż"
"To nie jest właściwy czas. Nie jesteś na to gotowy"
John spojrzał głęboko w oczy ojca i powiedział:
"Ojcze, ja naprawdę ją kocham. To jest silniejsze ode mnie"
Narzeczona Johna była zwykłą dziewczyną, która mieszkała w małej wiosce wśród rolników. Jej dom był położony w pięknej dolinie, wysoko w górach. John spotkał ją na jednej ze swoich wypraw. Niestety królowi nie spodobał się pomysł małżeństwa. John próbował go przekonać i nagle wtrącił się Sam:
"Wybacz mi ojcze, mogę coś zasugerować?"
Król nie odpowiedział, ale Sam kontynuował:
"Starałem się być spokojny, ale dużej nie mogłem tego znieść"
Jego przerażający wzrok spotkał niebieskie oczy Johna.
"Popatrz na niego" - powiedział wskazując na Johna."To nie jest tylko kwestia, że jest słaby i bezradny. On chce poślubić córkę rolnika. Myślę, że to zbyt wiele dla ciebie, prawda? Dni przeminą, a on nie będzie gotów i nie będzie odpowiedni na twoje miejsce. Byłby to wielki wstyd dla całego królestwa, gdyby John został królem!"
John nic nie mówił. John wiedział, że Sam zrobi wszystko, by to on był królem.
Ojciec był zdezorientowany. Nie spieszył się, aby podjać ostateczną decyzję. Kilka dni później król wezwał do siebie dwóch braci: Sama i Johna.
"Wy jesteście moimi dziećmi. Pragnę, abyście oboje mieli sukces w życiu. John, jeśli naprawdę kochasz tę kobietę, idź i się z nią ożeń, ale obiecaj mi, że nigdy nie wrócisz. Trzeba dokonać wyboru" - szepnął ze smutkiem.
"Synu" - spojrzał na Sama. "Jesteś dobrym człowiekiem i wiem, że mogę ci zaufać. Będziesz mądrym królem. Obiecaj mi, że będziesz dobrym władcą królestwa i nigdy nie pozwolisz, by upadło"
John nie musiał długo myśleć. Chociaż był bardzo smutny, bo stracił nadzieję, na bycie królem, opuścił zamek i poszedł do swojej narzeczonej. Nazywała się Mariette. Gdy ją zobaczył, jego wątpliwości i obawy zniknęły.
Dzień po ślubie, Mariette poprosiła Johna, aby poszli na miejsce, gdzie po raz pierwszy się spotkali. Oczywiście, John się zgodził. Na drodze, John nagle zasnął. Obudził się pod ogromnym drzewem. Był sam.
"Johnie" - powiedział głos wychodzący z drzewa. "Dokonałeś właściwego wyboru. Nie musisz się o nic martwić. Jesteś królem lasu. On da ci wszystko, czego potrzebujesz. Las będzie karmić twoją rodzinę i da tobie miejsce do życia. Zasługujesz na to" . - powiedział głos. Natępnei kształt i kolory zaczęły zanikać.
Mariette się pojawiła.
"John, kochanie, wszystko w porządku?" - zapytała z niepokojem.
"Tak, kochanie" - powiedział John, ale prawie nie słyszał samego siebie. Był zdezorientowany.
Po kilku minutach dotarli do miejsca przeznaczenia, ale zamiast łąki był wspaniały zamek pełen życia i kwiatów.
"O mój Boże, John. Nie powiedziałeś mi, że tutaj jest taki piękny ogród" - John pocałował namiętnie Mariette.
"Mówiłem, że pewnego dnia będę królem i ty będziesz moją królową. Zapraszam cię do mojego królestwa" - powiedział.
Wpadła w ramiona i żyli długo i szczęśliwie.
His brother wasn’t the spitting image of John. Sam was talkative and had a lot of friends. Brothers didn’t even look alike.
One day, twenty-year-old John came to his father and announced proudly:
'Father, I am going to marry soon'
King shook his head sadly:
'It is not the right time, my son. You are not ready for it'.
John looked deeply in king’s eyes and said:
'Father, I truly love her. This is stronger than me'.
John’s fiancée was just a poor girl who lived in one of the farmers’ villages. Her house was situated in a beautiful valley, high in the mountains. John had met her on one of his trips. Unfortunately, king didn’t like the idea of marriage. John was trying to convince him while suddenly Sam got into picture:
'Excuse me, father. May I suggest something?'.
King didn’t reply but Sam continued:
'I tried to be calm, but this is more than I can stand'.
His scary gaze met John’s blue eyes:
'Look at him!' - he said pointing at his brother. - 'It is not just a matter of being weak and helpless. He wants to marry farmer’s daughter. I think this is too much to ask from you, isn’t it? One day you will pass away and he won't be fitted to take your place, he has proved it. It would be a great shame for the entire kingdom to have someone like John as a king!'.
John did not say anything. After all, his brother had a right to get at him. John knew that Sam would do anything to become a king.
Father was confused. He took his time to make a final decision. Few days later King called for John and Sam to come to his room:
'You are my only children. I wish both of you would be happy and successful in life'. 'John' - said king. - 'If you really love this woman, go and marry her, but promise me you will never come back. You need to make your own choice' - he whispered sorrowfully.
'Son' - he looked at Sam - 'You are a good fighter and I know I can trust you. You are going to be a wise king. Promise me that you will take care of the kingdom and you will never let me down'.
John did not have to think twice. Although he was really sad – he has lost his hope to become a king of the forest. He thought his chance is lost forever, but he was wrong. He left the castle and went to his fiancée. Her name was Mariette. When he saw her, his doubt and worries disappeared.
The day after wedding, Mariette asked John to go to the place where they had met for a first time. Naturally, he agreed. On their way, John suddenly got tired and felt asleep. Some time later he woke up under a huge tree. He was alone.
'John' - said a voice coming out of the tree - 'You have made a right choice. From now on, you do not need to worry about anything. You are the king of the forest. I will give you all you need. Forest will feed your family and will give you a place to live. You deserve it” - said the voice. Then shape and colours started to fade away'.
Out of the blue, Mariette appeared.
'John, my darling, are you all right?' - she asked anxiously - 'Is everything fine?'.
'Yes, my dear' - said John but he hardly heard himself. He was confused.
After few miles of walking they reached the destination but instead of a meadow there was a wonderful castle full of life and flowers.
'Oh my God, John! You did not tell me there's such a pretty garden!' - Mariette kissed John passionately.
'My dear, I told you – one day I’m going to be a king and you are going to be my queen. So welcome to our kingdom' - he smiled.
She fell into his arms and they lived happily ever after
Tłumaczenie:
Dawno, dawno temu był książę, który nazywał się John. W ogromnym zamku mieszkał razem z ojcem i młodszym bratem - Samem. John był bardzo nieśmiałą osobą. Jako dziecko, chodził sam po lesie. Uwielbiał bawić się w samotności i cieszyć się ciszą. Mógł godzinami patrzyć na drzewa i podziwiać łono natury. John marzył, że pewnego dnia, gdy zostanie królem, będzie budował swój zamek w środku lasu. Wtedy mógłby cieszyć się śpiewem ptaków każdego ranka.
Sam, nie był taki sam, jak jego brat John. Był rozmowny i miał wielu przyjaciół. Oni nawet z wyglądu nie byli podobni.
Pewnego dnia, 20-letni John przyszedł do ojca i ogłosił z dumą:
"Ojcze, mam zamiar wyjść za mąż"
"To nie jest właściwy czas. Nie jesteś na to gotowy"
John spojrzał głęboko w oczy ojca i powiedział:
"Ojcze, ja naprawdę ją kocham. To jest silniejsze ode mnie"
Narzeczona Johna była zwykłą dziewczyną, która mieszkała w małej wiosce wśród rolników. Jej dom był położony w pięknej dolinie, wysoko w górach. John spotkał ją na jednej ze swoich wypraw. Niestety królowi nie spodobał się pomysł małżeństwa. John próbował go przekonać i nagle wtrącił się Sam:
"Wybacz mi ojcze, mogę coś zasugerować?"
Król nie odpowiedział, ale Sam kontynuował:
"Starałem się być spokojny, ale dużej nie mogłem tego znieść"
Jego przerażający wzrok spotkał niebieskie oczy Johna.
"Popatrz na niego" - powiedział wskazując na Johna."To nie jest tylko kwestia, że jest słaby i bezradny. On chce poślubić córkę rolnika. Myślę, że to zbyt wiele dla ciebie, prawda? Dni przeminą, a on nie będzie gotów i nie będzie odpowiedni na twoje miejsce. Byłby to wielki wstyd dla całego królestwa, gdyby John został królem!"
John nic nie mówił. John wiedział, że Sam zrobi wszystko, by to on był królem.
Ojciec był zdezorientowany. Nie spieszył się, aby podjać ostateczną decyzję. Kilka dni później król wezwał do siebie dwóch braci: Sama i Johna.
"Wy jesteście moimi dziećmi. Pragnę, abyście oboje mieli sukces w życiu. John, jeśli naprawdę kochasz tę kobietę, idź i się z nią ożeń, ale obiecaj mi, że nigdy nie wrócisz. Trzeba dokonać wyboru" - szepnął ze smutkiem.
"Synu" - spojrzał na Sama. "Jesteś dobrym człowiekiem i wiem, że mogę ci zaufać. Będziesz mądrym królem. Obiecaj mi, że będziesz dobrym władcą królestwa i nigdy nie pozwolisz, by upadło"
John nie musiał długo myśleć. Chociaż był bardzo smutny, bo stracił nadzieję, na bycie królem, opuścił zamek i poszedł do swojej narzeczonej. Nazywała się Mariette. Gdy ją zobaczył, jego wątpliwości i obawy zniknęły.
Dzień po ślubie, Mariette poprosiła Johna, aby poszli na miejsce, gdzie po raz pierwszy się spotkali. Oczywiście, John się zgodził. Na drodze, John nagle zasnął. Obudził się pod ogromnym drzewem. Był sam.
"Johnie" - powiedział głos wychodzący z drzewa. "Dokonałeś właściwego wyboru. Nie musisz się o nic martwić. Jesteś królem lasu. On da ci wszystko, czego potrzebujesz. Las będzie karmić twoją rodzinę i da tobie miejsce do życia. Zasługujesz na to" . - powiedział głos. Natępnei kształt i kolory zaczęły zanikać.
Mariette się pojawiła.
"John, kochanie, wszystko w porządku?" - zapytała z niepokojem.
"Tak, kochanie" - powiedział John, ale prawie nie słyszał samego siebie. Był zdezorientowany.
Po kilku minutach dotarli do miejsca przeznaczenia, ale zamiast łąki był wspaniały zamek pełen życia i kwiatów.
"O mój Boże, John. Nie powiedziałeś mi, że tutaj jest taki piękny ogród" - John pocałował namiętnie Mariette.
"Mówiłem, że pewnego dnia będę królem i ty będziesz moją królową. Zapraszam cię do mojego królestwa" - powiedział.
Wpadła w ramiona i żyli długo i szczęśliwie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)